Zacznijmy wszystko od początku – Rowerowe Bliźniaczki, jak to się wszystko zaczęło i jest dziś, czyli przyjaźń, współpraca a hejt w kolarskim świecie

27 czerwca 2018
Comments off
1 100 Views

 

Pamiętamy do tej pory spotkanie na szczycie – tak zawsze nasze spotkania z Jarosławem Waśkiewiczem  się nazywają (śmiech). Wtedy, kilka lat temu, nawet się nie znaliśmy, wszystko było bardzo „pierwsze i oficjalne” choć z Szefem łapiemy kontakt natychmiast, pełen chill i naturalność, ten typ tak ma 😉

Siedzieliśmy tamtego dnia na balkonie 6 piętra hotelu Kossak z widokiem na Wawel i zaczęliśmy rozmowy o naszych początkach. O dorastaniu w duchu rowerowej pasji, wspieraniu ze strony rodziny. Szef słuchając tego wszystkiego (a że 15 lat siedzi już w marketingu i oficjalnie jest redaktorem naczelnym w mediach) nagle przerwał nam i wypalił: załóżcie profil „Rowerowe bliźniaczki”. Przecież nie ma w Polsce drugich takich jak Wy, a na pewno jesteście rodzynkami. To będzie petarda a z Waszą energią i zarażaniem innych, grzechem byłoby nie spróbować, nic przecież nie tracicie a wygrać możecie wiele…

Wtedy trochę uważałyśmy to za wariactwo, popatrzyłyśmy na siebie podśmiechując się, jakby chodziło o kogoś innego. Miałyśmy przecież bawić się kolarstwem – i tylko bawić. Oczywiście, coś tam jeździłyśmy, startowałyśmy w maratonach. Ale  jedno co możemy powiedzieć jest pewne – założenie „tylko i aż” profilu „Rowerowe bliźniaczki”  dało nam również ogromnego  kopniaka motywacji – żeby częściej wychodzić na rower, żeby bawić się tym i zarażać tą zajawką innych, bo okazało się, że nie tylko młodzi, chcą nad oglądać. I nie dlatego że na siłę promujemy siebie czy konkretne „metki”. Po prostu rower to nasze całe życie a uśmiech z naszych twarzy nie schodzi nam przez cały dzień. A że jesteśmy bliźniaczkami to i podwójna moc uśmiechów, zaczęła udzielać się wszystkim, gdziekolwiek się pojawiałyśmy.

Bo sport to nie tylko rywalizacja. Przecież to może być pasja traktowana jako zabawa, spędzanie czasu ze znajomymi, rodziną, wspólne wypady, nie tylko zawody, waty i komy…

Założyłyśmy więc ten profil żeby dzielić się ze wszystkimi naszą pasją. Pokazywać, że nie trzeba siedzieć przed tabletem czy TV jako główne zajęcie młodych. Przecież to nasi rówieśnicy. Wielu z nich nie garnie się do żadnego sportu, widzimy to na studiach. Nie tylko sportu, przecież nie muszą robić tego co my. Cokolwiek to już wiele, jeśli się ruszą z kanapy, przestaną marudzić na swoje nudne życie. Również, aby nie zwalniać się w szkole z W-F. Bo niestety to jest coraz bardziej widoczne. Dziewczyny zazwyczaj stwierdzają, że przecież nie będą ćwiczyć bo mają make-up (śmiech).

Nie każdy musi być orłem z W-F. Można, warto próbować wszystkiego po trochu. Tak było z nami – próbowałyśmy po trochu wszystkiego. Przez 3 lata był to tenis ziemny, potem nadszedł moment kolarstwa i tak trwa już 8 rok.  Jak na to patrzymy z boku to faktycznie, trochę to już trwa, a przecież w metryce mamy wciąż „dwójkę” z przodu w dowodzie (śmiech).

Rowerowe bliźniaczki to również żadne orły do wygrywania zawodów. Nie to był nasz cel, choć owszem – trenujemy i na rowerach „kręcimy” regularnie, przez cały rok, nie tylko w sezonie.

Już 8 rok spędzamy czas na zawodach u Pana Czesława Langa i jego cyklu maratonów rowerowych. Traktujemy ich jak wielką rodzinę. Kolarską rodzinę, z którą wspieramy siebie nawzajem, jesteśmy w kontakcie, dostrzegamy siebie. Możemy doświadczyć tego na zawodach, ale też w komentarzach, które dostajemy na naszych Social Mediach. To bardzo budujące.

Jeśli chodzi więc o tą „medialność” – Social Media rządzą się swoimi prawami, wiemy o tym. Tutaj musimy pokazywać siebie, więc warto abyś to po prostu lubiła. Nie ma sensu udawać kogoś innego, bo kto chce czytać o kimś, kto nie pisze prawdy? Tym bardziej, że spotykamy się regularnie po całej Polsce z Wami, zawsze jesteśmy dużo wcześniej w miasteczku zawodów, zostajemy po wyścigu również. Rozmawiamy z wieloma osobami, to wszystko jest szczere i naturalne. Przyjaźnie trwają latami.

Dwie tak samo wyglądające dziewczyny, które dzielą się tą samą pasją – to właśnie nas wyróżnia. Często lubią podchodzić do nas komentatorzy z kamerami czy mikrofonami. Oni też żartują sobie z nami, bo wciąż widok bliźniaków na rowerach to w Polsce rzadkość, tym bardziej że mamy w tym krzewieniu sportu rowerowego osobistą misję, więc to się czuje i widzi.

Choć do tej pory pamiętamy swoje pierwsze wywiady dla TVP, zawsze wspominamy ze zdumieniem – ten strach co my tam powiemy? (śmiech). Teraz, kiedy nas zaczepiają z mikrofonem, czujemy się pewniejsze.  Niektóre wywiady pamięta się do końca życia, gdzie na jednej z edycji maratonów, z ekipą komentatorów nawet łezki nam poleciały, bo tak zżyliśmy się przez kilka edycji z nimi. To wszystko wcale nie musi być udawane, bo do rodziny kolarskiej należymy wszyscy, pod warunkiem że siebie szanujemy, doceniamy, wspieramy. Do tej rodziny należą także media, które pokazują nasz kolarski świat. Dlatego świadomi tej medialności, za każdym razem chcemy „przemycić” uniwersalne wartości sportu, mówiąc do tych po drugiej stronie ekranu, z „mainstreamu”. Tak jak powiedziałyśmy – czujemy tu osobistą misje do spełnienia. A jeśli można przy tym się świetnie bawić – to czemu nie!

Dlatego nasze uśmiechy widać już z daleka. Podchodzą do nas różni komentatorzy – zarówno z tych dużych stacji jak i lokalnych. Pytają się  o wrażenia z tras, ale również o to, jak układa się nasza siostrzana współpraca – w życiu jak i sporcie. To takie fajne momenty, bardzo wzruszające. Cieszymy się, że widać nasz „siostrzany gang” (śmiech).

Jeśli chodzi o współprace z firmami, to tylko z pozoru to wszystko tak „pięknie wygląda”. Nie boimy się o tym mówić. Ktoś przecież musi, prawda?

Wiele osób nam mówi: „wy to non stop coś macie, dostajecie – nowe ciuchy, rowerowe sprzęty”. Nikt jednak nie zastanowi się, że pracujemy nad tym, zaczynając często od setek odpowiedzi „NIE”. A kiedy otrzymujesz 1 odpowiedź, po tygodniach rozmów, dzwonienia, pisania, to skaczesz z radości jak dziecko….

Tymczasem „czy się stoi czy się leży”, są partnerzy czy nie – musisz codziennie dbać o Social Media, dbamy o szczegóły, dbamy o detale, dbamy o „przekaz medialny”. Wiemy, że dla firm liczy się wizerunek, więc i my pracujemy nad tym… Pamiętajcie – samo „logo na koszulce” już dawno przestało mieć znaczenie dla firmy. Musimy, musicie być osobiście zaangażowani w codzienność marki partnera, jej przekaz medialny. To praca jak każda inna, nikt tu nie daje nic za darmo (czy na ładne oczy, blond włosy itd.)

Oczywiście, że zawsze chciałoby się więcej – lub innymi słowy – zawsze brakuje. A dlatego, że nie śpimy na pieniądzach, to zazwyczaj znikamy ze sportowego trybu na ponad 1,5 miesiąca, gdzie ciężko harujemy fizycznie po kilkanaście godzin dziennie, aby po prostu dorobić do naszej rowerowej pasji, którą tak bardzo kochamy. Nie wszystko jest usłane różami jak to może wyglądać „w przekazie”. Ale to również nie jest powodem do tego, aby się łamać. Kolarstwo to miłość na całe życie, z jej wszystkimi odcieniami.

Dlatego również jesteśmy mega wdzięczne naszej rodzinie, która choć troszkę nam pomaga. Tak, powiemy to głośno (śmiech) – mamie zabieramy samochód na kilka miesięcy, aby mieć wolną głowę i nie szukać co tydzień transportów na zawody, gdy droga jest daleka. Jesteśmy wdzięczne naszemu bratu Michałowi, który zaszczepił w nas tą pasję i wciąż nas wspiera. Nie ma to jak rodzina… (no i ciężka orka ponad stan, czyli bierzemy sprawy w swoje ręce i po prostu harujemy na ten chleb).

Nieraz siedzimy, myślimy co by tu zdziałać, aby promować markę która nas wspiera. Tak jak powiedziałyśmy, to nie jest takie wcale proste i nie sprowadza się to tylko do „robienia dzióbków na zdjęciach”.  Bo siedzisz sobie w wygodnym fotelu, czytasz to wszystko, jak klawo się nam żyje, wiecznie zadowolone, niczym nie zmartwione, a już wiesz, jak to wygląda. Walczymy, to na pewno, bo poddawać się nie lubimy, również na zawodach – zawsze jedna wspiera drugą, jedziemy od startu do mety razem.

Dlatego uważamy, że jeśli chodzi o współpracę z firmami, to nie powinny być one tylko „internetowe”. Powinniśmy znać osoby z którymi współpracujemy, regularnie rozmawiać, spotykać się, wymieniać pomysłami, które rodzą się na żywo, z takich właśnie spotkań. Dlatego zawsze dobrą okazją są wszelkie imprezy, targi rowerowe i inne. Musisz być aktywny!

Wtedy poznajesz naprawdę masę osób zakręconych tak samo rowerowo. Rozmawiasz z właścicielami firm, poznajcie swoje potrzeby i możliwości. Każde dobre słowo z ich strony w stylu „super to robisz, podoba nam się to, tak trzymaj”. To wtedy zawsze pojawia się ta głębsza relacja między nami i wiemy, że chcemy wspierać się bardziej. Pieniądze są ważne, ale nie najważniejsze. Nic na siłę.

Nasze internetowe życie związane jest również niestety z hejterami, których w sieci jest strasznie dużo. Najsmutniejsze jest to, że hejtują nas inni rowerzyści. Paradoks, prawda? Tak bardzo narzekamy wszyscy na brak medialności, partnerów z biznesu wspierających nas wszystkich, ale po kostkach każdy każdego chce kopać? Coś tu chyba jest nie tak, nie sądzicie?  Nie wiemy co im to daje, ale najwyraźniej czują się bardziej szczęśliwi opluwając innych. Zostawmy ich w swoim świecie, bo nasze uśmiechy nie zamierzają zniknąć z naszych twarzy, do końca świata i jeden dzień dłużej (śmiech).

Tak, potwierdzamy – wciąż wiele marek potrafi traktować nas „przedmiotowo” – wysłać jedną rzecz, nie odzywać się i żądać, że będziesz jej ambasadorem na wyłączność. To przykre, ale niezmiennie przytrafiają się i takie propozycje. Na szczęście są również te dobre, rozumiejące marketing i współpracę firmy, a w nich fajni z pomysłami ludzie. Często piszemy o nich na naszych profilach, to właśnie oni. Dlatego trzymamy się pozytywnych ludzi i tych, co rozwijają, ciągną cię w górę, a nie do dołu.

Dziękuję za rozmowę

A jaka jest Twoja historia?! Napisz do nas: szefuncio@sralpe.pl

Przeczytaj także:
Po drugiej stronie sportu, czyli czego oczy nie widzą: Igor Tracz

Mama wie najlepiej – Szymon Sajnok złotym medalistą mistrzostw świata 2018 w kolarstwie torowym (i kto o tym wiedział, poza garstką?)

Comments are closed.