Rozmowy (nie tylko) kolarskie – Łukasz Hyrchel, Mizu Bike

1 lipca 2018
Comments off
310 Views

Rozmowy (nie tylko) kolarskie”, to nasz autorski cykl osobistych wywiadów z kolarzami z czołówki jak i amatorów, których obserwujecie na co dzień w social mediach. Pasje, relacje, rodzina, sukcesy i porażki, marzenia. Co ich różni, w czym są inni a w czym tacy sami jak my, Ty i ja? Dajemy Wam naszą uważność, bo warto poznać i zrozumieć świat tych, których znacie, podziwiacie z wirtualnego świata, social mediów. Znani i mniej znani, pochodzą z różnych stron Polski. To prawdziwi ludzie, którzy są wśród nas, a ich sportowy, rowerowy styl życia jest zaraźliwy, pozytywnie uzależniający. Jak sami twierdzą – lepiej żyć tak niż nie żyć wcale. Poznajmy ich życie, pasje, spojrzenia z innej strony, być może zainspirujecie się w swojej codzienności, poszerzą nasze horyzonty. Tego Wam wszystkim i sobie życzymy. Rozmawia Szefuńcio Sralpe Polska 

Gość rozmowy: Łukasz Hyrchel, Mizu Bike.

www.instagram.com/mizubike

Łukasz Hyrchel – każdego dnia budzi się z nadzieją, że doświadczy czegoś nowego, pozna nowych ludzi, rozwinie swoje pasje i zainteresowania, a najbardziej chciałby komuś pomóc, tak bezinteresownie, korzystając ze swojego życiowego doświadczenia.

Ciągle zmienny z planami rodzącymi się w ostatniej chwili. Najczęściej wyrusza w dal, w góry, tam gdzie gęste lasy pełne tajemnic. Ucieka wtedy od ‚systemu’, jest tylko On i ‚Ona’, muzyka spokoju gór. Przystając na chwilę na pniu powalonego drzewa, może i dębu, obserwuje piękne wschody i zachody słońca w towarzystwie ptaków i innych domowników. Wypatruje w oddali, na horyzoncie, pasm górskich, ledwo widocznych wierzchołków jakby kapturów starych mnichów. To tam rodzą się pomysły, nowe idee, pojawiają się rozwiązania problemów. Kto nie rozumie jego milczenia, nie zrozumie jego słów.

Z wykształcenia konstruktor maszyn, uwielbia wykresy, tabele i cyfry – analityczne rozwiązywanie problemów, choć nie brak mu fantazji i spontaniczności w działaniu.

Dzieli się swoim doświadczeniem treningowym (kolarskim) z innymi, aby mogli rozwinąć się i czerpać jeszcze więcej z realizacji swoich planów

Pomysłodawca, założyciel i właściciel marki Mizu, ekskluzywnych wieszaków rowerowych dla sympatyków kolarstwa romantycznego, retro i współczesnego nowoczesnego – dla wszystkich.

Na rowerze nie jeździsz od wczoraj. Porozmawiajmy więc chwile o tym „życiu z rowerem w tle” na przestrzeni ostatnich miesięcy, a może nawet lat. Jak się zmieniło, jak dziś patrzysz na siebie i swój rower, swoją zajawkę, która wypełnia Twoją codzienność, stała się czymś więcej. Czym to jest dziś dla Ciebie, dla Twojego życia, codzienności, wobec tego, czym było kiedyś, na początku? Jak podchodziłeś do sportu, do jazdy na rowerze kiedyś, a jak patrzysz na to wszystko dziś, z perspektywy czasu? Czym jest więc dziś słowo sport, rower, aktywność? Co się zmieniło, otworzyło nowego w Tobie, a co pozostało niezmienne?

To prawda, nie od wczoraj. Zaczynałem przygodę z rowerem jak większość młodych chłopaków – dostałem swój rower od rodziny i sobie jeździłem, tu i tam. Z kumplami driftowaliśmy po krawężnikach, skakaliśmy z usypanych hopek i poznawaliśmy nowe miejsca w naszej okolicy. To był świetny czas beztroskiej zabawy, bez spiny, problemów i pośpiechu.

Kolejne lata mijały i nastał rok 2008. Pamiętam to bardzo dobrze, włączyłem jakiś kanał w TV, a tam transmisja z Giro i ostatnie kilometry górskiego etapu. Contador tańczył, wszyscy walczyli, ktoś inny wygrał etap. To był dla mnie wielki bodziec – kolarstwo szosowe to jest to! Później już szybko poszło – pierwsza szosa, akcesoria i w drogę. Zwiedzałem okolicę, nie myślałem o treningach, o wyścigach – jeździłem ile się da, tam gdzie mnie jeszcze nie było – tak dla przyjemności.

Po pewnym czasie zacząłem trenować pod okiem trenera Łukasza. Rozwinąłem się bardzo, nawet wystartowałem w lokalnym wyścigu i wygrałem swoją kategorię. Wtedy trenowałem chyba codziennie i liczyło się tylko to, żeby być jeszcze silniejszym, szybszym, wytrzymalszym. Nie spalałem się i brnąłem do przodu budując solidne fundamenty. Przy okazji chłonąłem wiedzę z książek na temat treningu kolarskiego, bardzo mnie to kręciło.

Z czasem pojawił się rower MTB, pokochałem kolarstwo na nowo – szczególnie puste górskie szlaki pokonywane przy akompaniamencie śpiewających ptaków i grających liści drzew. Przez kolejnych kilka lat przejechałem parę maratonów w górach oraz zaliczyłem kilka wyścigów szosowych – głównie bez sukcesów, zazwyczaj plasowałem się w połowie stawki. Ponadto pomagałem innym kolarzom i razem pracowaliśmy nad poprawą ich dyspozycji – dzieliłem się swoją wiedzą na temat treningu.

Aktualnie moje podejście do tej całej otoczki treningowo-wyścigowej się zmieniło. Już nie ciągnie mnie tak do rywalizacji z innymi. W którymś momencie coś we mnie zaskoczyło i już tak zostało. Teraz wolę wyruszyć rano o wschodzie słońca i wrócić po zmroku z zapełnioną kartą aparatu, sztywnymi nogami i bananem na twarzy. Naprawdę, this is it. Na szlakach górskich się zeruję, uciekam od codzienności i betonu – mam swój chwilowy idealny świat, lubię te samotne chwile. Ponadto w wolnej chwili nadal pomagam paru osobom, które chcą się rozwinąć treningowo. Tak jak kiedyś, tak i dziś dzielę się swoją wiedzą treningową.

Czy był ktoś, kto w szczególny sposób, w pewnym okresie Twojego życia wpłynął na to, że pokochałeś sport, jazdę na rowerze? A może chciałbyś komuś z tego miejsca podziękować?

Jest parę osób, które w poszczególnych etapach mojej ‚kariery’ mi bardzo pomogły. Wiedzą, że teraz zwracam się właśnie do nich. Wiedzą ile im zawdzięczam i jakie doświadczenie zyskaliśmy poprzez naszą znajomość. Dzięki.

Kiedy okazało się, że zamiast dżinsów i do samochodu, do knajpy, częściej i częściej, pakujesz się, można spotkać cię ubranego w obcisły strój z lajkry i pampers, że częściej wybierasz spędzanie czasu wolnego w towarzystwie roweru i tej dziedziny życia, to jak, czy w ogóle, wpłynęło / odbiło się to, na Twoich dotychczasowych relacjach z najbliższymi? Zarówno na nich samych, ich życiu osobistym, ale również ich wobec Ciebie i relacjach między wami, rodziną? Jak również między Tobą a znajomymi, przyjaciółmi, zwłaszcza tymi „nie rowerowymi”?

Mam to szczęście, że osoby w moim otoczeniu są bardzo wyrozumiałe. Same na pewno mają swoje pasje/hobby i też czasem rezygnują ze spotkań na rzecz realizacji własnych aktywności. Czasem zdarzyło się, że rezygnowałem z górskiej wyrypy/wyścigu na rzecz spotkania z kumplami lub jakiejś innej imprezy okolicznościowej – tak spontanicznie, czasem dzień przed planowaną wyprawą – góry mi nie uciekną. Te osoby, które kumają o co chodzi w realizacji swoich życiowych pasji pozostaną w moim otoczeniu i będą nadal mnie dopingować, a ja się im na pewno odwdzięczę w jakiś sposób – takie osoby nic nie chcą dla siebie, chcą mego rozwoju i zadowolenia z życia.

Dlaczego właśnie MTB / szosa?

Właściwie to MTB i szosa (śmiech). Jak już wcześniej powiedziałem, zaczynałem z cienkimi gumami na asfalcie, połykałem kolejne nasze krajowe przełęcze i lokalne drogi. Byłem bardziej nastawiony na rywalizację i trening. Poza tym uwielbiam prędkość więc każdy szybki zjazd w granicach 70-90 km/h, ładował mnie pozytywną energią (nadal tak robi), a trochę adrenaliny zawsze chętnie przyjmę. Później wpadło MTB i pełno czasu spędzałem w lesie, wśród przyrody. Już coś mi powoli w głowie zatrybiało, że jednak nie rezonuję z rywalizacją, z wyścigami. Lecz nadal się przygotowywałem do różnych serii zawodów. Minęło parę kolejnych lat i myślę, że w końcu odszukałem to czego przez ten czas mi brakowało. Wyzbyłem się tej chęci rywalizacji, samo jakoś zeszło, a w wolne miejsce wpadło o wiele więcej niesamowitych chęci – obcowanie z przyrodą, gdzie mogę się zatrzymać na chwilę w każdym momencie, napić wody z górskiego strumyka, posłuchać muzyki lasu i szukać na horyzoncie szczytów gór oddalonych o setki kilometrów – tak bez spiny na cokolwiek.

Coś szczególnego, co Ciebie motywuje, nakręca, do jazdy na rowerze?

Hmm… to ciekawe, ponieważ uważam, że motywacji potrzebują osoby, którym już w jakimś stopniu nie chce się czegoś robić, w tym przypadku mówimy o jeździe na rowerze. Ja chcę jeździć, wjeżdżać, zjeżdżać, zajechać się czy skakać na hopach, spędzić pół dnia poza domem. Chcę i nie potrzebuję jakiejkolwiek motywacji żeby realizować swoją pasję. Inna sprawa jeśli chodzi o to co mnie nakręca – to bardzo proste – możliwość ‚ucieczki’ od systemu dnia codziennego i spokojne w ciszy zerowanie się pędząc o wschodzie słońca po łące, gdzie poranna rosa leci spod koła na moją uradowaną twarz.

Ostatnio zaciekawiło mnie/zdziwiło…?

Ostatnio zaciekawiła mnie genealogia tradycyjna do tego stopnia, że odnalazłem w zniszczonych aktach parafialnych swojego praxxxdziadka (lata 1750’te) i zbudowałem dość obszerne drzewo genealogiczne mojego rodu.

Ostatnio zdziwiło mnie to jak niektórzy faceci bez szacunku podchodzą do traktowania swoich Pań, np. zapominając kompletnie otwierać im drzwi do samochodu przy wsiadaniu bądź wysiadaniu z niego.

Najbardziej lubię jeść…?

Najbardziej lubię jeść na śniadanie płatki owsiane zrobione na koziom mleku z dodatkiem suszonych owoców, pokrojonego dojrzałego banana i słodkiego pszczelego miodu.

Ulubiony gadżet?

Ulubiony gadżet to magnetyczne fiszbiny do kołnierzyków, zakładane wtedy gdy nie chcę żeby końce kołnierza żyły swoim życiem – trzymam je pod kontrolą.

Co mnie śmieszy / nie śmieszy…?

Śmieszą mnie moje reakcje w niektórych sytuacjach dnia codziennego.

Słowa, których często (nad)używam, nie tylko na rowerze/treningu, na co dzień?

„Proszę”, „Dziękuję” oraz „Poczekaj, otworzę Ci drzwi”.

Moje wartości w życiu…. 

Moje wartości w życiu krążą wokół rodziny, rozwoju osobistego oraz pomocy innym osobom.

Jakieś szczególne plany, najbliższe marzenia, rowerowe cele, te małe i większe, do spełnienia?

O tak, jest ich trochę, najwięcej związanych z całodziennymi wyprawami w celu zdobycia kolejnych zagranicznych szczytów, ale podzielę się w tym miejscu informacjami na temat mojego projektu z całkiem trochę innej działki rowerowego świata. Mianowicie, od dawna miałem taką potrzebę, żeby wszystkie rzeczy rowerowe, a mam tu na myśli buty, kask, okulary, strój, bidony i inne potrzebne do wyjścia na przejażdżkę – były łatwo dostępne, pod ręką, blisko roweru – żeby nie trzeba było ich szukać po całym pokoju, gdzieś porozrzucanych po kątach. Długo myślałem jakby to rozwiązać, aż pewnego dnia jadąc przez dość gęsto zarośniętą ścieżkę leśną wpadła mi do głowy mega myśl. Tak, to jest to – i to takie proste! Przez kolejnych 5 minut zaprojektowałem sobie w myślach to czego potrzebowałem, a następnie tego samego dnia wieczorem zasiadłem do laptopa i zaprojektowałem autorski ekskluzywny wieszak rowerowy, który rozwiązuje wcześniej przytoczone problemy, a do tego pozwala na ‚dumne’ eksponowanie roweru na ścianie.

Czyli można śmiało powiedzieć, że dobrze dotleniony umysł przynosi genialne pomysły?

Zgadza się, jest to sprawdzona przeze mnie metoda, już nie jedną zagwozdkę rozwikłałem udając się do „lasu” po pomoc, gdzie ogromne natężenie ciszy i spokoju potęguje moje możliwości myślowe, fantazja wystrzela w kosmos i w końcu mogę popłynąć z myślami na maksa.

Uważasz więc, że to, kiedy każdy ma ciuchy rowerowe w jednym miejscu (szafie), buty gdzie indziej, kask, akcesoria itd., warto zorganizować fajnie w jednym miejscu?!

Myślę, że znajdą się osoby, które podzielą moje spojrzenie w tej sprawie. Znam parę osób, które mają podobny sposób organizowania swoich rzeczy rowerowych i z czasem z ładnie poukładanych akcesoriów i ciuchów robi się bałagan. Do tego też wszystko jest zazwyczaj schowane w szafie/szufladzie/pudełku i nie jest eksponowane w pomieszczeniu np. obok topowego modelu szosowego włoskiego producenta rowerów z karbonowymi stożkami na najwyższej grupie Campy. Więc na pewno stylowe okulary, ładny kask z najwyższej półki oraz błyszczące się ekskluzywne buty szosowe dopełnią ten świetny widok roweru i stworzą naprawdę niepowtarzalny look, profesjonalny wystrój wnętrza.

A walory estetyczne, technologiczne, wykonanie? Powiedziałeś, że będzie to „ekskluzywny” wieszak rowerowy? Może rozwinąłbyś tą myśl?

Oczywiście. „Baza” wieszaka wykonana jest ze stali o grubości 3 mm dla rowerów szosowych oraz 4 mm dla rowerów mtb. Dlaczego tak? Z uwagi na szerokość kierownicy, rowery mtb muszą być odsadzone od ściany na większą odległość, do tego są z reguły cięższe więc automatycznie potrzeba mocniejszego wykonania. „Bazę” montujemy za pomocą 4-5 kotw stalowych ze śrubą M8, dedykowanych do ścian pełnych. Oczywiście istnieje możliwość montażu wieszaka na ścianie wykonanej z materiałów pustych w środku, ale wtedy trzeba samemu dobrać typ kotw. Do tej „bazy” doczepić można półki, na których można postawić bidony, buty, kask bądź inne akcesoria rowerowe, a nawet włożyć pionowo naboje CO2, gdyż półka ma wykonane otwory pasujące pod gwint tychże nabojów. Do tego mamy jeszcze możliwość zamontowania haczyków na których można powiesić strój kolarski, kask, buty, słuchawki lub cokolwiek innego czego używamy i będzie pasowało na hak. W zestawie mamy standardowo 2 półki i 3 haczyki, a „baza” wieszaka została tak przewidziana, że te dodatkowe elementy można w dowolny sposób rozmieszczać. Goła stal nie jest zbyt „ekskluzywna” więc wszystkie elementy zostały polakierowane na jeden kolor, a przewiduję sprzedawać wieszak rowerowy w różnych wariantach kolorystycznych.

Przejdźmy teraz do najważniejszej informacji. Mianowicie, w jaki sposób rower będzie wieszany na wieszaku? Otóż, w wyżłobienie w „bazie” wkłada się poduszkę wykonaną z miękkiej gąbki obszytej skórą, a na nią kładzie się górną rurę ramy rowerowej. Rower poziomuje się na poduszce, która idealnie dopasowuje się do przekroju ramy, przez co rower wisi stabilnie, a do tego rama się nie rysuje.

Starałem się dopasować wieszak do większości typów ram rowerowych,, które posiadają górną rurę, ale zdaję sobie sprawę, że do niektórych może on nie pasować. Mam tu na myśli głównie najmniejsze rozmiary ram rowerowych oraz ramy fulli, które posiadają skomplikowane rozwiązania tylnej amortyzacji przez co może nie być po prostu wystarczająco miejsca. Jeśli ktoś będzie pewny, że wieszak nie będzie pasował do jego roweru to wychodzę naprzeciw takim osobom i oferuję wykonanie modyfikacji konstrukcji wieszaka dla konkretnego przypadku – w takich sytuacjach proszę o szybki kontakt.

Czyli tworzysz po prostu coś, co prawdziwych rowerowych maniaków i wszystkich tych, którzy marzą o tak zwanej kolarskiej „stylówie” – zaspokoi ich wyszukany, elegancki styl, gust. Teraz także w domu. Bo powiedzmy sobie szczerze – miłośnik kolarstwa, nie mówiąc już o prawdziwych frikach, lubi mieć wszystko ze sobą zgrane, stylowo, z gustem, więc teraz również i wieszak rowerowy stanie się ekskluzywnym, dizajnerskim meblem wystroju mieszkania?

Zgadza się. W naszym światku kolarskim znajdzie się mnóstwo osób, które przykładają wielką wagę do tego, aby elegancko się prezentować na rowerze oraz bardzo dbają o swój sprzęt, nie tylko rower – więc myślę, że moja wizja wieszaka rowerowego może się spodobać tym kolarzom, ale również reszcie towarzystwa, która chce mieć po prostu ładny wieszak z możliwością organizacji swoich rzeczy.

Budzisz się rano i pierwsze co widzisz to swój rower i akcesoria wyeksponowane w elegancki sposób, dla mnie bajka i natychmiastowa dawka pozytywnej energii na cały dzień.

Wieczorem organizujesz wykwintną kolację przy świecach dla swojej drugiej połówki, a z gracją wiszący rower towarzyszy Wam podczas tych romantycznych chwil z delikatną nutą w tle. Oczywiście równie przyjemne, każdego dnia, będzie cieszyć oko w domu, tak wyjątkowa dizajnerska ekspozycja rowerową, po udanym dniu spędzonym na świeżym powietrzu. Jego właściciela jak również gości, którzy ciebie odwiedzą!

Dziękuję za rozmowę. I zapraszamy na www.mizu.bike po więcej szczegółów na temat ekskluzywnego wieszaka kolarskiego! 🙂

Dziękuję za rozmowę.
Szefuńcio Sralpe Polska

A jaka jest Twoja historia? Napisz do nas: szefuncio@sralpe.pl

 

 

Comments are closed.